Nauczycielka w polskiej szkole wyrzuca krzyż do kosza na śmieci. Tłumaczy się „neutralnością religijną”, „halloweenowym gadżetem”, brakiem intencji obrazy. Sprawa na pierwszy rzut oka wydaje się kolejnym medialnym incydentem, który szybko przykryją następne newsy. A jednak – to wydarzenie ma znaczenie głębsze, niemal symboliczne.
Krzyż nie został zdjęty ze ściany i odłożony. Krzyż został wyrzucony. Do śmieci.
Gest ten – niezależnie od intencji – wpisuje się w logikę, którą chrześcijaństwo zna od samego początku.
Znak sprzeciwu
„Znak, któremu sprzeciwiać się będą” – te słowa Symeona odnoszą się do Chrystusa, ale historia Kościoła pokazuje, że zawsze uderzano także w znak, który Go uobecnia. Prof. Stanisław Stabryła w swojej książce przypomina, że pierwsi chrześcijanie ginęli nie dlatego, że byli „nietolerancyjni”, ale dlatego, że odmawiali symbolicznego gestu wyrzeczenia się wiary. Czasem wystarczył drobiazg: szczypta kadzidła rzucona na ołtarz cesarza, jedno słowo, jeden gest.
Dziś nikt nie żąda od nauczycieli ofiary dla pogańskich bogów. Ale oczekuje się usunięcia znaku, który przypomina o istnieniu prawdy wyższej niż państwowa „neutralność”.
Neutralność, która nie jest neutralna
W opowieściach Stabryły prześladowcy bardzo często uważali się za ludzi racjonalnych, postępowych, dbających o porządek społeczny. Chrześcijanie zaś byli dla nich problemem – bo przypominali, że istnieje prawo wyższe niż wola urzędnika, cesarza czy większości.
Dziś słyszymy podobny język. Krzyż „dzieli”, „prowokuje”, „narusza neutralność”. Ale czy neutralność polega na wyrzucaniu do kosza symbolu jednej konkretnej tradycji? Czy naprawdę jest neutralna przestrzeń, w której usuwa się znak chrześcijański, a pozostawia inne symbole, ideologie i narracje?
Krzyż nie został wyrzucony dlatego, że był agresywny.
Został wyrzucony, bo milcząco przypomina, Kim jest Chrystus i kim jest człowiek.
Mechanizm stary jak Kościół
Książka prof. Stabryły pokazuje, że prześladowania rzadko zaczynają się od krwi. Zaczynają się od ośmieszania, marginalizowania, symbolicznego usuwania. Od przekonania, że „to tylko znak”, „to tylko przedmiot”, „to tylko tradycja”.
Tak było w starożytnym Rzymie. Tak było w czasach rewolucji. Tak było w systemach totalitarnych XX wieku. I tak dzieje się dziś – w wersji miękkiej, administracyjnej, ubranej w język tolerancji.
Krzyż w koszu na śmieci nie jest więc drobnym incydentem. Jest czytelnym znakiem epoki, w której chrześcijaństwo ma zniknąć nie przez zakaz, ale przez wstyd, relatywizację i „procedury”.
Znak, któremu sprzeciwiać się będą
Profesor Stanisław Stabryła przedstawia życiorysy pierwszych prześladowców Jezusa i Jego uczniów. Przeprowadza czytelnika przez ponad trzysta lat historii pierwszych chrześcijan– pełnej strachu oraz poświecenia– i odpowiada na szereg nurtujących pytań.
Pytanie, które zostaje
Świadkowie opisani przez prof. Stabryłę nie ginęli dlatego, że chcieli konfliktu. Ginęli, bo nie zgodzili się udawać, że znak Chrystusa nic nie znaczy.
Dziś nikt nie żąda od nas męczeństwa. Ale coraz częściej żąda się zgody na to, by krzyż znalazł się tam, gdzie „jego miejsce” – w koszu, w prywatności, w milczeniu.
I to jest pytanie, które ta sytuacja stawia każdemu z nas:
czy krzyż jest jeszcze znakiem, czy już tylko problemem do usunięcia?